DSO
Karate Kyokushin
MNR
Paweł Mazurkiewicz: Balansujemy nad przepaścią

Paweł Mazurkiewicz: Balansujemy nad przepaścią

– Po mnie te porażki nie spływają, jak po niektórych piłkarzach. Nie jestem do końca zadowolony z przygotowań i z tego, jaka jest frekwencja treningowa. Ona czasami jest na poziomie dziesięciu lub jedenastu osób. Można sobie zaplanować pewne rzeczy, natomiast jeśli przed treningiem dostaję kilka smsów z informacją, że danego piłkarza na treningu nie będzie, to jest ciężko. Mam czasami wrażenie, że nie wszyscy dorośli do tego, żeby grać na poziomie czwartej ligi – mówi bez owijania w bawełnę trener MKS Ciechanów, Paweł Mazurkiewicz.

Pamięta pan ostatnie ligowe zwycięstwo MKS-u?

Paweł Mazurkiewicz: Oczywiście, że pamiętam. Wygraliśmy ze Skrą Drobin. Był to mój powrót na ławkę trenerską. O ile się nie mylę było to na przełomie września i października.

Czyli dawno temu.

Jakby nie było, pięć i pół miesiąca.

Runda wiosenna zaczęła się od dwóch porażek. Oba spotkania miały niemal identyczny przebieg. Jako pierwsi strzelacie bramkę, a mimo to, z boiska zwycięzcy schodzą rywale. Co nie zagrało w tych meczach?

Nie zagrała skuteczność. W Ostrołęce było dużo walki i ambicji z naszej strony. Zagraliśmy na niezłym poziomie. Nie wykorzystaliśmy dwóch sytuacji sam na sam. Jedną w doliczonym czasie zmarnował Adrian Kowalski, kiedy nie trafił do pustej bramki. Z przebiegu gry zasłużyliśmy na remis. Sędziowie nie przyznali nam ewidentnego rzutu karnego. W dyskusji pomeczowej jeden sędzia zaprzeczał drugiemu. Z kolei w meczu z Błękitnymi Gąbin graliśmy dobrze do straty gola. Aczkolwiek nie było tak, jak w pierwszej rundzie, kiedy po stracie bramki, mecz się dla nas kończył. W sobotę było inaczej. Chłopcy walczyli do końca o korzystny rezultat. Swoje sytuacje mieli Bartek Karczewski i Łukasz Kozłowski. Gol na 3:1 dla gości był konsekwencją odkrycia się i przestawienia taktycznego zespołu. Końcowy wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku.

Po meczu napisał pan na Facebooku, że jest załamany. Zastanawiam się, czy powinien pan publicznie wypowiadać się w ten sposób. Może lepiej byłoby to zachować dla siebie i nie wypuszczać w eter.

Wolę powiedzieć to, co myślę. Mnie to podłamuje, bo wkładam w to dużo pracy. Chciałem pokazać, że po mnie te porażki nie spływają, jak po niektórych piłkarzach. Nie jestem do końca zadowolony z przygotowań i z tego, jaka jest frekwencja treningowa. Ona czasami jest na poziomie dziesięciu lub jedenastu osób. Można sobie zaplanować pewne rzeczy, natomiast jeśli przed treningiem dostaję kilka smsów z informacją, że danego piłkarza na treningu nie będzie, to jest ciężko. Mam czasami wrażenie, że nie wszyscy dorośli do tego, żeby grać na poziomie czwartej ligi. Podam prosty przykład. Jeżeli w tygodniu jesteśmy po trzech zajęciach, a dwóch lub trzech piłkarzy, których planuję do pierwszej jedenastki na mecz w Żurominie, próbuję pod nich ustawić grę, jest pierwszy raz na treningu to coś jest nie tak. To były gorzkie słowa z mojej strony, ale napisałem to celowo. Podłamała mnie trochę ta sytuacja, bo wyobrażałem sobie, że w tych dwóch meczach zdobędziemy jakieś punkty. Liczyłem na cztery oczka, a jest zero. Mam świadomość, że mecz w Żurominie będzie niezwykle ciężki. Mimo to, że Wkra zdobyła w poprzedniej rundzie tylko dwa punkty. Kontaktowałem się z trenerem Bugu Wyszków, który w poprzedniej kolejce mierzył się z Wkrą. Trener bardzo chwalił zespół z Żuromina. Mówił, że to jest zupełnie inna drużyna niż jesienią. Dołączyło do niej pięciu nowych zawodników, w tym czterech Ukraińców. Grają bardzo siłową i agresywną piłkę. Będzie nam bardzo ciężko.

Można sobie zadać pytanie, jak nie teraz to kiedy? Wkra jest ostatnia w tabeli.

To samo pytanie zadają sobie nasi przeciwnicy, patrząc na tabelę. Z kim zdobyć punkty, jak nie z Ciechanowem? Mam świadomość, że będzie to dla nas najtrudniejszy mecz w sezonie. W tym momencie wolałbym zagrać z zespołem ze środka tabeli, jak Ostrovia czy KS Łomianki. Nie byłoby takiej presji. Przed meczem chcę zdjąć tę presję z piłkarzy. Powiem im, że całą odpowiedzialność za to, co się dzieje, biorę na siebie, żeby tylko nam się udało. Będzie to trudne zadanie. Chcę podkreślić, że nie uciekam od odpowiedzialności, ale mając jedenastu piłkarzy na treningu jest naprawdę ciężko.

Ale nie może pan brać całej odpowiedzialności na siebie, jeśli piłkarze nie trenują.

Dokładnie. Mieliśmy w okresie przygotowawczym poważną rozmowę. Po raz pierwszy wytknąłem każdemu, co o nim myślę. Spotkałem się z poparciem starszych zawodników. Minął jednak tydzień i znowu pojawiły się alternatywy w postaci wizyty u stomatologa czy niemocy przyjechania na trening, bo ktoś nie ma samochodu. Ja po prostu chciałbym, żeby niektórzy dorośli. Pod tym moim wpisem na Facebooku było dużo pozytywnych komentarzy, typu: „Jedziemy dalej”. Zastanawiam się, czy nie opiera się to tylko na słowach, bo czyny za tym nie idą.

To znaczy, że u tych piłkarzy, którzy skomentowali ten wpis jest nie najlepiej z treningiem.

(Śmiech) Może nie do końca. Mateusz Matusiak i Błażej Kokosiński trenują solidnie. Już nie pamiętam kto się tam jeszcze podpisał. Nie śledziłem tego. Nie będę mówił nazwiskami, bo nie na tym rzecz polega, żeby to upublicznić. Chciałbym tylko, żeby zaplanowany mikrocykl był dobrze przepracowany przez wszystkich piłkarzy, bo nie chodzi o to, żeby zmieniać trening w ostatniej chwili. Człowiek się do tego wszystkiego przygotowuje, a nagle czterech czy pięciu zawodników, którzy są kluczowi, nie trenuje. Balansujemy nad przepaścią, a ja niestety muszę się pod tym podpisać.

W poprzednim sezonie zrezygnował pan z prowadzenia drużyny, by po kilku tygodniach wrócić. Myśli pan o dymisji?

Trudne pytanie. Myślę raczej, że bez względu na to, co się wydarzy, będę prowadził zespół do końca sezonu. Chyba, że zarząd klubu zdecyduje inaczej. Jeśli wolą działaczy będzie zmiana trenera, to nie będę miał oczywiście innego wyjścia, jak tylko odejść. Chciałbym wywalczyć z tym zespołem jak najwięcej punktów. A ile? To ciężko powiedzieć. Mieliśmy jakieś tam plany, ale teraz są już matematyczne. Nie wiem, czy w ogóle powinienem to publicznie mówić, ale widząc to wszystko, co dzieje się na treningach, będzie niezwykle trudno o utrzymanie.

Zarząd klubu nie ma wpływu na zawodników? Pomijając fakt, że czwarta liga to tak naprawdę poziom amatorski.

Zarząd nie ma takich środków, żeby nakazać zawodnikowi trenować. Jeśli piłkarze mieliby miesięczne stypendia, jak to jest w większości zespołów czwartoligowych, to wtedy jest taka możliwość. Nie chcę nas porównywać do Błękitnych Raciąż, gdzie są ogromne środki finansowe. Mam na myśli skromne stypendia, dzięki którym mielibyśmy środek nacisku na piłkarzy. Byłby czytelny regulamin i brak udziału w treningu miałby swoje konsekwencje finansowe. Wtedy inaczej się pracuje, natomiast w obecnej sytuacji mogę się opierać tylko na ich dobrej woli. Mam do nich szacunek. Wiem, że ktoś ma rodzinę i nie jest w stanie być na każdym treningu. To są czysto partnerskie relacje.

Możemy się powoli żegnać z czwartą ligą?

Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, że ja nie wierzę w utrzymanie. Patrzę na to realnie. W tej chwili nie wiemy dokładnie, ile zespołów spada. Rozmawiałem z przewodniczącym Ciechanowsko-Ostrołęckiego Związku Piłki Nożnej, panem Charzyńskim. Dostałem informację, że nawet piętnasty zespół w tabeli może zagrać mecz barażowy o utrzymanie. Piętnasta z 18 punktami jest Korona Szydłowo. Zatem dzieli nas tylko osiem oczek. Trzeba grać. Nawet jeśli się poślizgniemy w Żurominie, to później jest mecz z Ostrovią, z którą naprawdę można zrobić punkty. Potrzebna jest nam seria. Jeśli udałoby się wygrać kilka meczów pod rząd, to wróci wiara w utrzymanie. Zawodnicy zaczną inaczej myśleć. Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli porażka goni porażkę to po prostu nie chce się przyjść na trening. A tym bardziej jeśli nie funkcjonują środki w postaci nacisku finansowego na zawodnika, to ten informuje trenera, że dziś nie może być na zajęciach i koniec.

Rozmawiał Krzysztof Podliński

foto: zdjecia.eostroleka.pl

Komentarze:

comments

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress