DSO
Karate Kyokushin
MNR
Dziewicki przed sezonem: Potrzeba cierpliwości

Dziewicki przed sezonem: Potrzeba cierpliwości

– Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Ciechanowa. Robię to, co uwielbiam i daje mi wielką frajdę. Tym bardziej w otoczeniu takich ludzi, których tutaj poznałem. Myślę, że wspólnie możemy zrobić coś ciekawego – mówi trener Piotr Dziewicki na starcie nowego sezonu. W sobotę o godzinie 14:00, MKS Ciechanów zainauguruje rozgrywki czwartoligowe meczem wyjazdowym z Wkrą Bieżuń.

W sobotę inauguracja sezonu. Jest trema?

Piotr Dziewicki: Trema może nie, ale na pewno jest podekscytowanie, z tego powodu, że zaczyna się w końcu liga, która zweryfikuje to, co przez ostatnie trzy tygodnie robiliśmy na treningach. Wiadomo, że ten proces będzie trwał jeszcze przez jakiś czas. W piątek przed meczem nie kończą się nasze przygotowania. Jestem zadowolony z tego, co do tej pory udało nam się zrealizować. Miejmy nadzieję, że mecz w Bieżuniu to potwierdzi i pokaże, że idziemy w dobrym kierunku.

Rywal rozpracowany?

Szukałem na Eurosporcie i na Canal Plus, ale nic nie mogłem znaleźć (śmiech). Nie miałem takiej możliwości, żeby zobaczyć ten zespół. Byłem na boisku w Bieżuniu, żeby sprawdzić, jakie są wymiary i stan nawierzchni, a także trybuny. Obraliśmy sobie taktykę, którą będziemy chcieli tam realizować, biorąc pod uwagę te wszystkie aspekty, o których wspomniałem. Jedziemy po trzy punkty. Nie widzę innej opcji.

Co może pan powiedzieć o drużynie po trzech tygodniach wspólnej pracy?

Na pewno muszę podziękować trenerowi Pawłowi Mazurkiewiczowi za to, w jaki sposób pracował przez trzy lata z tym zespołem. Spowodował, że zawodnicy grali w czwartej lidze bez żadnych dodatkowych gratyfikacji. Wiemy na przykład, że w lidze okręgowej, kluby płacą za grę, co uważam, że jest chore. Trener był w stanie wyzwolić w chłopakach cechy wolicjonalne, na tyle, że nie szukali oni wrażeń gdzieś poza Ciechanowem, tylko grali w swoim rodzinnym mieście i nadal chcą tutaj występować. W Ciechanowie jest świetna baza do tego, żeby pracować. Być może w tym roku pojawią się jakieś inne bodźce związane z premiowaniem zawodników za dobrą grę. Co prawda, poprzednie lata pokazały, że nie było to konieczne, ale taka forma nagrody jest jak najbardziej wskazana. Myślę, że na ten temat powinien wypowiedzieć się prezes. Wiem tylko, że dla zawodników przewidziane są stypendia, których w ciechanowskim klubie wcześniej nie było. To dodatkowy pozytywny bodziec dla chłopców. Podstawą naszej pracy jest jednak to, że oni nie grają dla pieniędzy, tylko dlatego, że są z tego miasta.

Rozegraliście cztery sparingi. Tak się zastanawiam, czy to nie za mało?

Sparingi były już wcześniej zaplanowane, więc nie mieliśmy na to wpływu. Zawodnicy trochę więcej odpoczywali od innych. Być może to, że dłużej przebywali na urlopach, było związane ze zmianą trenera. Było to widoczne w tych pierwszych dniach, kiedy zaczęliśmy wspólnie pracować. Tak jak wcześniej powiedziałem, nie zamykamy okresu przygotowawczego. Dalej będziemy przygotowywać się do rundy jesiennej, która potrwa do połowy listopada. Nie możemy być optymalnie przygotowani na pierwszy mecz. Musimy myśleć o całym półroczu. Chcę jeszcze wydłużyć przygotowania o trzy lub cztery tygodnie.

Czy w którymś ze sparingów, zespół wyglądał tak, jakby pan sobie tego życzył?

Trudno o tym mówić. Wszyscy zawodnicy grali po 45 minut w każdym sparingu. Z wyjątkiem Kamila Olszewskiego i Adama Sosnowskiego, którzy grali dłużej. Staraliśmy się tworzyć dwie równe jedenastki, aby nie powodować sytuacji, w której jakiś zawodnik będzie się czuł pewniakiem lub w drugą stronę – nie będzie grał i straci motywacje. Celem sparingów było to, żeby ci starsi ciągnęli młodszych, niekoniecznie słabszych, a z kolei ci słabsi dorównywali tym lepszym. Chcieliśmy zobaczyć, czy dokonaliśmy odpowiednich wyborów, jeśli chodzi o nominalne pozycje zawodników. Wydaje nam się, że udało się to zrealizować. Prawie na każdą pozycję mamy dwóch nominalnych zawodników, więc to jest duży plus. A czy drużyna będzie wyglądała dobrze? To pokażą pierwsze mecze ligowe. Myślę, że pierwsze pięć spotkań będzie dla nas takim poligonem doświadczalnym. Oczywiście, szkielet już się pojawił, powoli się krystalizuje, widać go, ale na kształt całej jedenastki będzie miało wpływ dużo aspektów. Istotne będzie to, jak zawodnicy będą wyglądać w tygodniu. Nie dotyczy to tylko młodych graczy, ale też tych doświadczonych, którzy pracują i mają rodziny. Różnie to bywa. Niemniej jednak, w meczu z Wkrą wyjdziemy w ustawieniu, w którym jeszcze nie graliśmy.

Kiedy rozmawialiśmy trzy tygodnie temu, mówił pan, że w krótkim czasie będziecie musieli połączyć przygotowanie fizyczne z tym czysto piłkarskim. Udało się to zrobić?

Oczywiście, że tak. Udało nam się to połączyć. Zawodnicy realizowali cele, które im nakreśliliśmy, jeśli chodzi o taktykę. Wplataliśmy w to przygotowanie fizyczne, jak motorykę, siłę czy skoczność. To wszystko musiało być robione razem, żeby zawodnikom było lżej w późniejszej części sezonu. Przygotowania będą jeszcze trwały przez kilka tygodni. Może to powodować, że zawodnicy będą czuć się gorzej w niektórych meczach, ale z biegiem czasu przyniesie im to wymierne korzyści.

W poprzednim sezonie bolączką drużyny była gra w defensywie. Mnóstwo straconych goli. Znalazł pan receptę na poprawę tego elementu gry?

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób drużyna traciła te bramki. Czy było to spowodowane indywidualnymi błędami, formacja była źle ustawiona, a może cały zespół? Wydaje mi się, że po trzech tygodniach, drużyna wygląda lepiej pod kątem organizacji gry. Nie wiem, jak to wyglądało w poprzednim sezonie, bo nie widziałem tamtych meczów, ale biorąc pod uwagę sparingi, widać postęp. Szczególnie w meczu z juniorami Legii Warszawa. Był to bardzo trudny rywal. Wybiegany, zaawansowany technicznie, dużo widzący i szybko myślący na boisku. Udało nam się dosyć długo nie stracić bramki. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji do strzelenia gola. Mogę być z tego zadowolony, że drużyna zaczyna łapać pewien automatyzm w defensywie, jak też w poszczególnych formacjach.

Do zespołu dołączyli Nazar Litun i Łukasz Barankiewicz. Krótka charakterystyka tych graczy?

Nazara znam jeszcze z Polonii, chociaż to nie było powód, dlaczego go tutaj widzimy. On sam chciał trafić do Ciechanowa, jeszcze zanim ja zostałem trenerem. Kontaktował się z klubem. Prezes zapytał mnie, czy znam takiego zawodnika. Wyraziłem dla niego aprobatę, bo go bardzo dobrze znam. Uważam, że podniesie rywalizację w drużynie i może być wzmocnieniem. Cechuje go ogromne zaangażowanie i niesamowita wola walki, a poza tym jest niezły technicznie, dobrze dośrodkowuje i wykonuje stałe fragmenty gry. Natomiast Łukasz Barankiewicz to doświadczony zawodnik. Grał na poziomie drugiej ligi w Legionovii Legionowo. Wydaje mi się, że fizycznie wygląda lepiej niż za czasów, kiedy go pamiętam z rywalizacji Polonii z Błękitnymi Raciąż. To typowa dziewiątka, która lubi zagrać tyłem do bramki, na ścianę lub wejść w pole karne na pierwszy słupek. Wyróżnia go dobra gra głową. Jego doświadczenie będzie wspierało okalającą go młodzież.

Po rocznym epizodzie w Błękitnych Raciąż, do klubu wrócił Kamil Olszewski. Widzi pan go w roli boiskowego lidera?

Myślę, że lider będzie się kształtował w pierwszych meczach. Mogą go wykreować sytuacje boiskowe, jak też sama drużyna może go powoli wskazać. My jako trenerzy również możemy mu pomóc zaistnieć. Nie ukrywam, że Kamil może być takim zawodnikiem. Jednak w tym momencie trudno jest mówić, żeby MKS Ciechanów miał na ten czas takiego lidera. Myślę, że można jeszcze wspomnieć o Adamie Sosnowskim, który z racji swojej pozycji na boisku oraz sposobu w jakim gra, może na takiego lidera powoli wyrastać.

Kto zostanie kapitanem?

Kapitana wybierze drużyna. My postaramy się wskazać trójkę zawodników, przez którą chcielibyśmy mieć kontakt z zespołem. Byliby oni przedstawicielami całej drużyny.

Kadra jest już zamknięta?

Nie, sprawa jest otwarta. Do 31 sierpnia jest otwarte okienko transferowe. Z chęcią przyjrzymy się tym, którzy chcieliby grać w Ciechanowie. Sprawdzimy, czy nadają się do zespołu. Niech dany zawodnik pokaże na co go stać. Jeśli się sprawdzi, to nie ma najmniejszego problemu, żeby zasilił nasze szeregi.

W sparingach często stawiał pan na młodzież. Swoją szansę dostało kilku 16-latków. Podobnie będzie w lidze?

Mają szansę na grę, ale drużyny czwartoligowej nie można opierać tylko na juniorach, bo mogłoby to się odbić na wynikach. Natomiast racjonalne wpuszczanie juniorów do zespołu czy do pierwszej jedenastki, powoduje, że oni z każdym meczem będą nabierali doświadczenia. W treningach wyglądają bardzo ciekawie, ale to jest zupełnie inna sprawa niż gra o stawkę z piłkarzami często mocniejszymi fizycznie, których się nie zna. Trzeba to robić bardzo umiejętnie. Nie widzę problemu, żeby Szymon Janakakos, Mateusz Stryjewski, Patryk Matusiak, Dawid Bonisławski czy Piotrek Kwasiborski, zaistnieli w drużynie już w tym półroczu i za chwilę stali się zawodnikami pierwszego planu. To będzie zależało od nich, czy będą tego chcieli. Nie chodzi o to, żeby postawić wszystko na jedną kartę, bo za chwilę zaczyna się szkoła, która jest dla nas bardzo ważna. Chłopcy mają się dobrze uczyć. Muszą pogodzić szkołę i piłkę. Jeśli im się to uda, to mogą zaistnieć w futbolu.

Ta piątka to jest dowód na to, że akademia w Ciechanowie, jest na wysokim poziomie?

To za dużo powiedziane. W tak liczebnym mieście, jak Ciechanów, trenuje za mało chłopców. 170 osób to jest zdecydowanie za mała liczba. Będziemy robić wszystko, żeby było ich więcej. Naszym celem jest to, żeby Ciechanów był centrum szkolenia dzieci i młodzieży z samego miasta i okolic. Martwi mnie to, że najstarszy jest rocznik 2000. Za chwilę nie będziemy mieli dopływu młodzieży do seniorów, bowiem dla 15-latków to jest za wcześnie. Niemniej, jeśli chodzi o tych pięciu chłopaków, o których wspominałem, to każdy z nich jest na dobrej drodze, żeby zaistnieć w czwartej lidze. Część z nich być może będzie grała wyżej. To tak naprawdę zależy od nich. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Na pewno potencjał jest duży i może być ciekawie.

Widać na pana twarzy entuzjazm. To znaczy, że nie ma pan zamiaru wracać do Milanówka?

W Milanówku nie mieszkam od 2000 roku, ale fajnie, że pan o tym pamiętam. Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Ciechanowa. Robię to, co uwielbiam i daje mi wielką frajdę. Tym bardziej w otoczeniu takich ludzi, których tutaj poznałem. Myślę, że wspólnie możemy zrobić coś ciekawego. Niejeden klub chciałby mieć takie warunki. Oczywiście, zawsze jest coś do poprawienia, można coś zrobić lepiej, ale naprawdę baza jest świetna. Szkoda byłoby to zmarnować, ale potrzeba cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości. Myślę, że na temat realnych celów, będziemy mogli porozmawiać zimą. Naszą największą wartością jest to, że zawodnicy są stąd i chcą grać dla swojego miasta. Na tym można wszystko zbudować.

Rozmawiał Krzysztof Podliński

foto: Agencja Gazeta

Komentarze:

comments

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress