DSO
Karate Kyokushin
MNR
Chełmiński: Wiśnia w styczniu nie zakwitnie

Chełmiński: Wiśnia w styczniu nie zakwitnie

– Dostaliśmy taką propozycję, żeby spróbować od września przyszłego roku otworzyć w Ciechanowie akademię piłki ręcznej Artura Siódmiaka. Myślę, że jeżeli ktoś się interesuje szczypiorniakiem to zna te nazwisko. Jeśli się podejmiemy tego zadania, to będzie szansa, aby to wszystko szło wreszcie w dobrym kierunku – mówi Arkadiusz Chełmiński, były szkoleniowiec Juranda Ciechanów i obecny trener młodych szczypiornistów UKS Nike.

Kto jest pańskim zdaniem odpowiedzialny za upadek Juranda?

Arkadiusz Chełmiński: Jak Jurand był w Superlidze, to mnie generalnie już w tym klubie nie było. Mogę tylko z boku, subiektywnie wyrazić swoje zdanie. Wydaje mi się, że klub był nieprzygotowany organizacyjnie i przede wszystkim finansowo na takie przedsięwzięcie. Pamiętam, jak rozmawialiśmy między sobą, kiedy prowadziłem Juranda w pierwszej lidze. Wszyscy byli zgodni, że jak nie znajdziemy jakichś porządnych i strategicznych sponsorów, to nie ma co się pchać do Superligi, bo to przyniesie złe efekty. Moim zdaniem trzeba było poczekać chwilkę na rocznik 94′. W tamtym zespole występowali wtedy zawodnicy z Ciechanowa i Regimina. Ci ludzie biegają teraz po ekstraklasowych parkietach. Wspomnę tylko o Adamie Morawskim, Kubie Olszewski czy moim synu (Rafał Chełmiński – dop. red.). Można powiedzieć kolokwialnie, że naszym działaczom zagotowało się w głowach.

Czy środowisko piłki ręcznej w Ciechanowie jest podzielone? Od paru lat słychać takie głosy, że współpraca się nie układa, że nie ma chęci, raz z jednej, raz z drugiej strony. O co właściwie chodzi?

Kiedy Jurand jeszcze miał się dobrze, to funkcjonowały takie kluby satelity, typu UKS Nike, Czarni Regimin czy drużyny szkolne. Wszyscy pracowaliśmy wtedy na Juranda Ciechanów. Prowadziliśmy w podstawówkach i gimnazjach selekcję zawodników, a następnie ci najlepsi trafiali do Juranda. To było fajne i bardzo poukładane. W momencie, kiedy odszedł Jacek Warda do Regimina, automatycznie ucięła się współpraca z Czarnymi. Nie chcę komentować przyczyn jego odejścia. Chwilę później zostałem zwolniony ja, Zbigniew Czajkowski i Krzysztof Truszczyński, czyli praktycznie wszyscy, którzy budowali ten klub od podstaw. Na nasze miejsce przyszli nowi trenerzy. Pojawiła się zaciężna armia zawodników z Płocka. Wtedy, kiedy zespół awansował była taka sytuacja, że kończyło się okienko transferowe, co zmusiło działaczy do nie do końca przemyślanych ruchów, bo graczy ściąga się dużo wcześniej. Skończyło się na tym, że ci potencjalnie najlepsi, którzy mogli wzmocnić Juranda, podpisali kontrakty w innych klubach, a w Ciechanowie pojawili się przeciętni gracze. Nie powiem, że to był drugi garnitur, ale to nie byli ludzie, którzy mogliby poważnie wzmocnić drużynę.

To znaczy, że Superliga była nie potrzebna? Czy podziela pan raczej opinię tych, którzy podkreślają, że Ciechanów dzięki temu na zawsze zapisał się w historii?

Każdy polski klub chce mieć swoją drużynę w Superlidze. To jest fajna sprawa. Do tego trzeba dążyć, ale jakby to powiedzieć obrazowo – w naszych warunkach wiśnia w styczniu nie zakwitnie. Trzeba było spokojnie i cierpliwie poczekać rok lub nawet dwa lata, i dopiero ruszyć na podbój Superligi. Doskonałym przykładem na to, co mówię jest zespół Pogoni Szczecin, który w tym samym czasie, co Jurand awansował, miał możliwość zagrania w barażach o wejście do najwyższej klasy rozgrywkowej. Klub ze Szczecina wtedy tego nie chciał. Działacze zobaczyli, jakie są koszty utrzymania drużyny i ściągnięcia zawodników. Doszli do wniosku, że nie mają odpowiedniego zaplecza finansowego i słusznie zrezygnowali. Ważne są też struktury klubu. Nie oszukujmy się, ale klub z Superligi nie może mieć dwóch pracowników biurowych. To nie tędy droga. Z całym szacunkiem dla pana menadżera Iwaszko, który był zaangażowany w pracę, ale przed objęciem tej funkcji, nie miał nic wspólnego ze sportem. Był animatorem kultury. Te dwa czynniki, jak zaciężna armia zawodników spoza Ciechanowa i nieprzygotowany organizacyjnie klub, miały największy wpływ na upadek Juranda.

Czyli próżno szukać pozytywów tej przygody Juranda w Superlidze?

Na tamtą chwilę pozytywy były, bo przyjechała płocka Wisła, Vive Kielce, byliśmy w telewizji, ale dla mnie to było za wcześnie. Klub nie był do tego awansu przygotowany organizacyjnie i sportowo. Owszem, można było o tym myśleć za dwa lub trzy lata, budując na spokojnie budżet i mając dalekosiężne plany, wiedząc na jakich zawodnikach chcemy oprzeć zespół. A tymczasem klub ściągnął w jednym okienku zaciężną armię ludzi, na których wydawał masę pieniędzy, a oni tak naprawdę nie prezentowali poziomu Superligi. To też przełożyło się na wyniki. Trzeba było poczekać na tą naszą młodzież. Wiadomo, że nie da się awansować do Superligi i w niej utrzymać swoimi wychowankami. Trzeba sobie zdawać sprawę, że wzmocnienia są potrzebne, tylko należy wiedzieć kogo nam trzeba i spokojnie te transfery przeprowadzać.

Pan, będąc na miejscu prezesa Niewiadomskiego oddałby miejsce w Superlidze innej drużynie?

Łatwo jest gdybać. Nie wiem, jaką decyzję bym podjął, bo dochodzą emocje, głosy ludzi z boku i prestiż. Prezes pewnie nie myślał do końca racjonalnie. Patrząc na to z boku, bez zbędnych emocji, mogę powiedzieć, że tak bym zrobił. Domyślam się jednak, że presja kibiców i władz miasta na tę Superligę była ogromna. Klub uległ tej presji, nie będąc przygotowanym organizacyjnie i finansowo do rozgrywek.

Miasto stanęło na wysokości zadania czy wsparcie było zbyt małe?

Nie wiem, jaka do końca była wtedy sytuacja. Natomiast z informacji, jakie do mnie dochodziły wiem, że Jurand chciał od miasta 600 tys. zł i te pieniądze otrzymał, więc pewnie gdyby klub chciał milion złotych, to taką kwotę miasto też byłoby w stanie przekazać. Podejrzewam, że taka suma przy wsparciu sponsorów mogłaby wystarczyć na cały sezon. Wszyscy wiemy, z jakimi problemami finansowymi klub się później borykał. To też świadczy o tym, że zarząd nie był do końca świadomy, jakie są koszty utrzymania zespołu w Superlidze.

Co trzeba zrobić, żeby odbudować tę ciechanowską piłkę ręczną? Jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby Ciechanów ponownie stał się silnym ośrodkiem handballowym w Polsce?

Nabawić się kontuzji czy coś zepsuć to jest moment, natomiast naprawić to wszystko jest bardzo trudno. Po upadku Juranda, okazało się, że wszystko wokół padło. Naszym pierwszym zespołem, który szkolimy od samego początku w UKS Nike jest rocznik 98′. W tej chwili są to chłopcy 16 i 17-letni, na których póki co nie można jeszcze oprzeć seniorów, bo są zbyt młodzi i nie podołają tym obciążeniom. Dużym obciążeniem jest już dla nich gra w lidze juniorów młodszych, gdzie do rozegrania jest ponad dwadzieścia meczów w sezonie plus baraże. Dlatego nasz klub o seniorach może tylko sobie pomarzyć. Tym sposobem zrobiła się pustynia, tak jak w Sierpcu, gdzie klub upadł i tamtejsi działacze próbują teraz wszystko zbudować na nowo. My staramy się robić to samo. W naszym klubie jest kilka zespołów młodzieżowych. Możemy się już pochwalić niezłymi wynikami, bo mamy na koncie medale mistrzostw Polski. Potrzebujemy czasu i pracy. Jednak jest jedna rzecz, która mnie martwi. Odkąd pamiętam, to było w Jurandzie trzech trenerów: ja, Warda i Czajkowski. Mija 20 lat i dalej są ci sami trenerzy, nie widać następców, którzy chcieliby pracować z młodzieżą w tej dyscyplinie. To są pewnie też problemy natury tej finansowej. Być może tych młodych ludzi wystraszyła perspektywa finansowa, bo nie oszukujmy się, ale na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że za prowadzenie zespołu juniorów młodszych dostaję naprawdę symboliczne pieniądze. Może to w przyszłości się zmieni i klub będzie otrzymywał więcej środków z zewnątrz. Nie zmienia to jednak faktu, że aby piłka ręczna w naszym mieście się rozwijała, to potrzeba do tego ludzi, pracy i czasu.

Co pan sądzi o trzecioligowej drużynie CKS Jurand? Czy ten zespół ma szansę przetrwać, czy to tylko jednosezonowy epizod?

W tej drużynie grają nasi wychowankowie. Z racji tego, że piłka ręczna w Ciechanowie padła ci najlepsi poszli grać w świat, a ci chłopcy, o których mówimy zostali. Myślę, że jest to dla nich dobra alternatywa. Sam pomysł utworzenia w Ciechanowie drużyny trzecioligowej jest jak najbardziej trafny, bo to seniorzy są nośnikiem każdej dyscypliny. Ta piramida szkoleniowa powinna być w każdym klubie, ale nie wyobrażam sobie, żeby na jej czubku nie było seniorów. Teraz jest taka sprawa, że UKS Nike ma podstawy tej piramidy, natomiast w Jurandzie jest sam czubek. Co w tej sytuacji zrobić? Abstrahując już od wszystkiego, my jesteśmy w jakiś sposób potrzebni Jurandowi, bo na drużynie, która rekreacyjnie trenuje dwa razy w tygodniu nie da się zbudować silnego klubu. Aczkolwiek dzięki temu, że jest taka drużyna, chłopcy mogą realizować swoje pasje i ja jak najbardziej to popieram. Tylko nie można zaczynać budowy klubu od czubka piramidy. Owszem, ja mogę wygrać w totolotka 40 milionów i zrobić w Ciechanowie Superligę. Co tam w Ciechanowie! Ja mogę w Gołyminie to zrobić, ale nie o to chodzi. Nie tędy droga. Kiedyś było to naprawdę fajnie poukładane. Teraz sytuacja jest patowa. Nie wiem, co z tym fantem zrobić. Nasz klub robi swoje, Jurand też próbuje, tak samo Jacek w Regiminie. Jednak współpraca buduje i tego mi w Ciechanowie brakuje.

Mówi pan o Jacku Wardzie i o Czarnych Regimin. Czy jest szansa, żebyście zaczęli z tym klubem jakoś współpracować? Bo nie można powiedzieć, żebyście w ostatnich latach pałali do siebie jakąś wielką miłością. Trener Warda powiedział mi, że gdyby on był prezesem klubu, robiłby swoje i wcale nie patrzył na Ciechanów.

To prawda, nie było do tej pory żadnej współpracy. Wiadomo, że każdy ma swoje zdanie. Czy współpraca jest możliwa? To też nie mnie oceniać, bo nie jestem już prezesem UKS Nike i to nie ja podejmuje decyzje. Rozmawiałem w czwartek z panią prezes Czarnych Regimin. Chodzi mi o wypożyczenie jednego chłopca do zespołu młodzików. Podjęliśmy rozmowę o współpracy. Jakby to się udało, może będzie to jakiś pierwszy kroczek do czegoś większego. Chcemy współpracować, a nie tylko rywalizować. Czekamy teraz na decyzje Czarnych. Cała sztuka polega na ustaleniu warunków tej współpracy. Czy byłyby one partnerskie czy jak to było kiedyś z Jurandem, który był dominujący w regionie i wszyscy na niego pracowali. Pan Warda ma na pewno na myśli to, że nie zgodzi się pracować dla Juranda czy dla UKS Nike. Ja jego w jakiś sposób rozumiem. To tak samo, jak trenerzy UKS Nike – to jest moje subiektywne zdanie – nie będą chcieli pracować w Regiminie. Choćby dlatego, że bierzemy pieniądze z tego miasta i szkolimy zawodników dla Ciechanowa, dla naszej społeczności. Myślę, że taka współpraca na zasadzie wypożyczenia konkretnego zawodnika do danego klubu będzie z korzyścią dla chłopców. Na pewno więcej korzyści jest jak się współpracuje, niż jak się tej współpracy unika.

Czy powstanie akademii piłki ręcznej z prawdziwego zdarzenia mogłoby rozwiązać te wszystkie problemy? Znowu posłużę się tym, co powiedział mi trener Warda. Mianowicie, że w Ciechanowie jest za dużo klas sportowych. I jeśli akademia miałaby powstać, to tylko pod warunkiem, że handball będzie sportem wiodącym w naszym mieście.

Z tym ostatnim zdaniem zgadzam się całkowicie. Jeżeli chcemy piłkę ręczną znowu wprowadzić na salony – nie mówię o Superlidze, ale o pierwszej lidze – to musi być ona sportem wiodącym. Zgadzam się z Jackiem w stu procentach. Teraz w Ciechanowie jest moda na siatkówkę, która nie ma u nas żadnych tradycji. Oczywiście, każdy ma prawo założyć klub. Chcesz grać w piłkę nożną? Proszę bardzo. Piłka ręczna? Proszę bardzo. Każdy może wybrać, co chce robić i co będzie dla niego najbardziej odpowiednie. Tylko w tym naszym miasteczku jest coraz mniej dzieci w szkołach. Jeżeli w dalszym ciągu będziemy się rozdrabniać na mnóstwo dyscyplin, wszystkiego po trochu, to trzeba sobie zadać pytanie – chcemy robić rekreację czy sport wyczynowy? Jeżeli to drugie, to trzeba postawić na ręczną, żeby to ona była sportem wiodącym. Wtedy można wziąć się za sprawy organizacyjne i finansowe. Jest to oczywiście moje zdanie. Klasy sportowe? Na pewno jest ich za dużo w różnych dyscyplinach. Moje zdanie jest takie, żeby tego typu klasy powstawały, ale w jednej, maksymalnie dwóch, trzech dyscyplinach. Teraz tych klas sportowych jest cała masa. Doszło do tego, że dzieciaki oprócz treningów nie mają nic. Jest to tak zwana sztuka dla sztuki. W naszej szkole uczniowie brali udział we współzawodnictwie, grali w ligach, i wtedy to miało sens. Trenowali i zarazem rywalizowali z rówieśnikami, kończąc ten etap swojego życia na finałach mistrzostw Polski. Obecnie jest podobnie. Tak to powinno w mojej ocenie wyglądać. Natomiast w wielu przypadkach jest tak, że uczniowie kończą gimnazjum, rozchodzą się i nie ma kontynuacji. Przykładowo Zbyszek miał klasę sportową, która odeszła z gimnazjum, ale mimo to ci chłopcy grają dalej u nas, jako juniorzy młodsi, ucząc się w ciechanowskich liceach. W ten sposób cały czas się rozwijają.

Czyli jest pan na tak czy na nie dla akademii?

Dla akademii jestem jak najbardziej na tak. Natomiast nie wiem, czy jestem w tej chwili za tym, aby w Ciechanowie powstawały w dalszym ciągu klasy sportowe, dlatego, że teoretycznie powinno się to wiązać z dofinansowaniami do obozów, do sprzętu sportowego, do odżywiania. W praktyce klub nie dostaje ani złotówki. Dlatego wydaje mi się, że funkcjonowanie klas sportowych mija się w tej chwili z celem. Zamykamy się w tych klasach jakoś hermetycznie i ciężko jest pomóc dzieciakom. Natomiast otwierając akademię piłki ręcznej, dostęp do zajęć miałyby dzieci z całego miasta. Mogę w tym miejscu powiedzieć, że jesteśmy po wstępnych rozmowach i jesteśmy umówieni na kolejne z Kubą Bonisławskim. To zawodnik z Ciechanowa, który ściśle współpracuje z Arturem Siódmiakiem. Dostaliśmy taką propozycję, żeby spróbować od września przyszłego roku otworzyć w Ciechanowie akademię piłki ręcznej Artura Siódmiaka. Myślę, że jeżeli ktoś się interesuje szczypiorniakiem to zna te nazwisko. Jeśli się podejmiemy tego zadania, to będzie szansa, aby to wszystko szło wreszcie w dobrym kierunku.

Nawiązując jeszcze do tych podziałów w środowisku. Mamy nowego prezydenta, który sam mi powiedział kilka miesięcy temu, że ciechanowska piłka ręczna nie ma wizji. Czy nie warto zapomnieć o tych wszystkich podziałach, pójść do prezydenta i przedyskutować temat?

Warto, ale kto ma to zrobić? Teraz jest kwestia, jak to ugryźć technicznie. Skoro pan Warda mówi, że nie widzi możliwości współpracy, no to jak to zrobić? Ciężka sprawa. Masz rację, tak powinno być, że wszystkie osoby związane z piłką ręczną w naszym mieście powinny ciągnąć ten wózek w jedną stronę. Mam nadzieję, że UKS Nike przy pomocy pana prezydenta otworzy tę akademię. Jest taka opcja i trzeba poważnie się nad tym zastanowić. Tylko nie wiem, co z zarządem Juranda? Może zrobię sobie w ten sposób wrogów, ale nie widzę szansy na współpracę z tym klubem. Są oczywiście osoby z tamtego otoczenia, które darzę szacunkiem jak Marek Otłowski, Janusz Pietrzak czy Janusz Banaś.

I na koniec, czy jest pan aż takim optymistą, żeby powiedzieć, że Ciechanów jeszcze będzie miał swoją drużynę w elicie krajowego szczypiorniaka?

(śmiech) Ciężkie pytanie. To co powiedziałem na początku naszej rozmowy – trzeba do tego dążyć. Nie wiadomo, czy ten cel zostanie kiedykolwiek osiągnięty, ale trzeba sobie takie wyzwania stawiać. Ja zawsze ze swoimi zespołami, z którymi pracowałem stawiałem sobie bardzo wysokie cele. Powtarzałem zawodnikom, że naszym celem jest mistrzostwo, a jak tego się nie uda zrealizować to walczymy o medal innego koloru niż złoty. Trzeba dążyć do stworzenia takiego zespołu, który będzie w stanie rywalizować z najlepszymi w tym kraju. No bo co powiem chłopcom, którzy kończą gimnazjum? Słuchajcie, graliśmy, żeby pograć? Skończy się na tym, że wszyscy odejdą, drużyna się rozpadnie i każdy pójdzie w swoją stroną. Nie jest wcale powiedziane, że Superligi już nigdy w Ciechanowie nie będzie. Mamy dużo utalentowanej młodzieży. Jest też spora grupa chłopców, którzy wychowali się w Ciechanowie, a teraz grają w Superlidze bądź na jej zapleczu. Jak znajdziemy tę wizję, o której mówił prezydent, to mamy szansę. Sto razy lepiej inwestować w piłkę ręczną niż w siatkówkę.

Rozmawiał Krzysztof Podliński

foto: to.com.pl

Komentarze:

comments

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress